Kury, owce i trzy pary kaloszy. Jak dzielimy obowiązki w gospodarstwie z dziećmi
U nas dzień zaczyna się od zwierząt, a nie od śniadania. O 6:30 Tomek idzie do owiec, ja nastawiam wodę na kawę, a dzieci, jeśli jest dzień szkolny, mają jeszcze pół godziny snu. W weekendy i w wakacje każde ma swoją robotę. Nie dlatego, że bez nich byśmy nie dali rady. Dlatego, że na wsi dziecko, które niczego nie robi przy zwierzętach, patrzy na nie jak na obrazki.
Mamy sześć owiec, dwie kozy, czternaście kur, psa i dwa koty, które uważają stodołę za swoją. Do tego trzy pokoje dla gości i dzieci, które rosną szybciej, niż zdążam przerabiać spodnie.
Kto co robi
Obowiązki dzieliliśmy kilka razy, zanim wyszło coś, co działa. Teraz jest tak:
- Wojtek, 12 lat: owce. Rano sprawdza wodę w poidle, wieczorem pomaga Tomkowi zagonić je do owczarni. Zimą nosi siano. Owce słuchają go lepiej niż mnie, co przyjmuję z godnością.
- Hania, 9 lat: kozy. Mela i Bela są jej, od imion po szczotkowanie. Hania wyprowadza je na łąkę za domem i przynosi z powrotem, a raz w tygodniu czyści z tatą ich boks.
- Kacper, 5 lat: jajka. Rano i po południu zbiera jajka z gniazd do koszyka, liczy je i odkłada do lodówki w spiżarni. Średnio wychodzi dziesięć dziennie, zimą mniej.
Wieczorne zamykanie kurnika należy do dorosłych. I tu jest historia, przez którą tak jest.
Wieczór, kiedy zniknęły dwie kury
Dwa lata temu Kacper miał cztery lata i bardzo chciał mieć "prawdziwy obowiązek", jak starsze rodzeństwo. Daliśmy mu zamykanie kurnika. Kury same wchodzą do środka o zmierzchu, wystarczy przesunąć drewnianą zasuwę. Proste zadanie, a Kacper był z niego dumny jak z niczego wcześniej.
Przez trzy tygodnie robił to bez zarzutu. Któregoś wieczoru przyjechali goście z Katowic z synem w jego wieku. Chłopcy bawili się na podwórku do ciemna i Kacper zasuwy nie zamknął. Ja nie sprawdziłam, bo zajmowałam się kolacją dla gości.
Rano brakowało dwóch kur. Pióra pod płotem i ślady w błocie przy kurniku nie zostawiały wątpliwości. Kuna.
Kacper płakał cały poranek i uważał, że to jego wina. Nie była. Czterolatek nie powinien sam odpowiadać za coś, od czego zależy życie zwierząt, a już na pewno nie bez dorosłego, który to sprawdza. To był mój błąd. Obowiązek dałam, a kontroli nie.
Co zmieniliśmy
Od tamtej pory mamy trzy zasady:
- Dziecko dostaje obowiązek na miarę wieku, a jeśli coś może się skończyć krzywdą zwierzęcia, dorosły zawsze sprawdza.
- Wieczorem Tomek albo ja obchodzimy obejście. Kurnik, owczarnia, brama. Zajmuje to dziesięć minut i robimy to także wtedy, gdy wszystko "na pewno jest zamknięte".
- Kiedy są goście z dziećmi, obowiązki dzieci nie znikają. Za to goście mogą w nich pomagać.
Ten ostatni punkt okazał się najlepszym pomysłem. Dzieci z miasta uwielbiają zbierać jajka z Kacprem. Kacper tłumaczy im, gdzie kura lubi się chować i jak wziąć jajko, żeby nie pękło. Po raz pierwszy czuje się ekspertem od czegokolwiek, bo zwykle to starsze rodzeństwo wie lepiej.
Czy to nie za dużo pracy dla dzieci
Czasem słyszę to od gości. Liczyłam kiedyś: Kacper spędza przy jajkach mniej więcej kwadrans dziennie, Hania przy kozach pół godziny, Wojtek przy owcach około godziny, zimą więcej. W tygodniu szkolnym połowę tego robimy za nich.
Nikt nie ciągnie ich z łóżka o świcie. Ale kiedy Hania w zeszłym miesiącu siedziała pół nocy z Tomkiem przy kozie, która się pochorowała, nikt jej nie kazał. Sama nie chciała iść spać.
